Tłumaczenie a lokalizacja: dlaczego opisy produktów potrzebują więcej niż tłumacza
Większość sklepów internetowych wchodzących na nowy rynek zaczyna tak samo: bierze istniejące opisy produktów i przepuszcza je przez narzędzie do tłumaczenia albo oddaje tłumaczowi pracującemu słowo w słowo. Efekt brzmi poprawnie. Bardzo często jednak po cichu kosztuje sprzedaż.
Czym naprawdę jest tłumaczenie
Tłumaczenie zamienia słowa z jednego języka na ich najbliższy odpowiednik w drugim. Jest precyzyjne, dosłowne, i — w przypadku dokumentów prawnych, instrukcji czy umów — dokładnie tego potrzebujesz. Zadaniem tłumacza jest wierność tekstowi źródłowemu.
Czym zamiast tego jest lokalizacja
Lokalizacja zadaje inne pytanie: jak native copywriter na tym rynku opisałby ten produkt, żeby go sprzedać? Może to oznaczać całkowitą przebudowę zdania, zamianę idiomu na lokalny odpowiednik, dopasowanie tonu do oczekiwań kupujących w danym kraju, albo wyeksponowanie innej korzyści, bo lokalnym klientom zależy przede wszystkim na czymś innym.
Niemiecki i litewski klient czytający zdanie „wodoodporny, oddychający, nadaje się do prania w pralce” mogą zareagować na zupełnie inaczej ułożoną i sformułowaną wersję tego samego stwierdzenia — bo to, co na jednym rynku brzmi pewnie i jasno, na innym może wypaść płasko, a nawet dziwnie.
Gdzie widać to konkretnie w e-commerce
- Tytuły i intencja wyszukiwania. Słowa, które kupujący faktycznie wpisuje w wyszukiwarkę po polsku, nie są bezpośrednim tłumaczeniem angielskiego słowa kluczowego — to to, co polski kupujący naturalnie powiedziałby.
- Ton. Zabawny, swobodny ton, który działa dla brytyjskiej marki modowej, na rynku oczekującym bardziej formalnego, szczegółowego tekstu może wydawać się nieprofesjonalny.
- Sygnały zaufania. Sformułowania dotyczące gwarancji, materiałów czy instrukcji użycia muszą brzmieć tak, jakby napisała je osoba rozumiejąca obawy lokalnego klienta, a nie przetłumaczona skądinąd.
Praktyczny wniosek
Jeśli wchodzisz na nowe rynki, pytanie warte zadania o każdą stronę produktu to nie „czy to zostało przetłumaczone?”, tylko „czy kupujący w tym kraju uwierzyłby, że to napisano właśnie dla niego?”. Dokładnie tę lukę zamyka lokalizacja.